Jednak gdyby goście wiedzieli, jak GOPR jest finansowany, że państwo skąpi mu grosza, złapaliby się za głowę. Ratownicy nie mówią tego głośno, jednak boli ich to, że władza pamięta o nich przede wszystkim przed organizacją ćwiczeń. Wie, że goprowcy są dobrze wyszkoleni, odpowiedzialni i wstydu nie przyniosą. Natomiast przy rozdawaniu pieniędzy są na szarym końcu. Tatrzańskie czy Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe same muszą walczyć o kasę, bo pieniądze przekazywane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pokrywają około 50 procent potrzeb. W skali roku kwota około 1,1 mln zł dzielona jest między grupy, między innymi beskidzką, jurajską i zakopiańską. Drugie tyle ratownicy muszą zdobyć sami - w samorządach, od sponsorów, zarobić na pokazach w hipermarketach.

Źr. Dziennik Zachodni