Dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad takie ekrany obiecał. Teraz dyrekcja twierdzi, że ekranów nie zamontowali, bo zaszła pomyłka. Ekrany miały stanąć na wiadukcie, znajdującym się kilkadziesiąt metrów od domów. Zagwarantował to dyrektor GDDKiA Krzysztof Raj, informując pisemnie Gertrudę Kojmę, że dla zabezpieczenia budynków na 300-metrowym odcinku powstanie ochrona przed hałasem. Gdy budowa została zakończona, okazało się, że na odcinku 140 metrów nie ma ekranów, a zamiast nich jest... siatka. Ludzie są rozżaleni, bo przez trzy miesiące żyli nadzieją na spokój, a tymczasem nadal są narażeni na hałas.

Źr. Dziennik Zachodni