Inspektorzy samowolę budowlaną stwierdzili 19 czerwca. Od tego czasu inwestor kpi sobie z orzeczeń i upomnień PINB. Ten zbyt surowy nie jest. Już kilka miesięcy temu odgrażał się, że odda sprawę do prokuratury. Nie zrobił tego. W połowie lipca gotowa była ekspertyza, z której wynikało, że zagrożona została stabilność budynku. To efekt rozebrania ścianek działowych i pozostawienia na stropach gruzu. Teraz stabilność konstrukcji została osłabiona demontażem aluminiowej stolarki, która tworzyła ścianę frontową budynku.

Jedynym urzędem upoważnionym do egzekwowania przepisów budowlanych, również tych o bezpieczeństwie, jest Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego dla miasta Bielska-Białej. Kilkumiesięczna historia korespondencji z inwestorem i brak konsekwencji w stosowaniu wobec niego sankcji przekonuje, że biznesmen może się bawić w kotka i myszkę w nieskończoność. Jedyne co w ratuszowym inspektoracie wiadomo na temat inwestora to jego nazwisko i adres pod jakim odbiera korespondencję. Nie ma śladu żadnego telefonu ani wiedzy jakiej firmy jest właścicielem. Nie wiadomo więc czy korespondencja w ogóle do niego dociera. Z licznych terminów spotkań, odbyły się dwa albo trzy, w inspektoracie wyliczenia w tej sprawie są rozbieżne. Nieskuteczny okazał się też nakaz usunięcia stert drewna z granicy lasu, a gruz usunięty został tylko z kilku stropów.

Źr. Dziennik Zachodni