Skargi na Szarotkę wpływały do sanepidu wielokrotnie. Teresa Wałga, dyrektorka Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Cieszynie odnosi wrażenie, że stan sanitarny w ośrodku pogarsza się. - Trudno ustalić, jaki personel i kiedy tam pracuje, bo podczas kontroli nie było listy obecności. Właścicielem jest bielska firma i na każde pytanie o dokumenty odpowiada, że znajdują się one w Bielsku-Białej. Według nas obiekt nie był sprzątany. Są osoby, które twierdziły, że widziały myszy. W kuchni nie wyparzano naczyń. Na terenie bloku żywieniowego przebywali ludzie bez uprawnień. Na właściciela ośrodka już wcześniej nakładaliśmy mandaty. Tym razem postanowiłam ośrodek zamknąć - mówi Teresa Wałga.

Źr. Dziennik Zachodni