Policjanci oskarżyli o kolizję niewinną osobę
Kłopoty Binasik, studentki prawa z Katowic, zaczęły się 6 października zeszłego roku kiedy jechała do ośrodka jeździeckiego za Żywcem. Terenową hondą ciągnęła przyczepę z końmi. Nagle na ul. Kamiennej w Żywcu w jej samochód uderzył ruszający z pobocza traktor. Kierowca, starszy mężczyzna, od razu przyznał się do winy, więc Binasik postanowiła spisać oświadczenie dla firmy ubezpieczeniowej. Okazało się, że ciągnik nie tylko nie ma polisy OC, ale nie jest nawet zarejestrowany. Pani Ewa zadzwoniła po policję.
Chwilę później na miejsce przyszedł Aleksander C., policjant z Żywca, a zarazem sąsiad traktorzysty. Próbował namówić studentkę, by nie angażowała w sprawę stróżów prawa. Wezwał nawet zaprzyjaźnionego blacharza, który obiecał, że w dwa dni naprawi uszkodzone drzwi samochodu. Binasik odmówiła i na wszelki wypadek zrobiła zdjęcia uszkodzonych pojazdów.
O dziwo, patrol żywieckiej drogówki, po rozmowie z Aleksandrem C., również próbował przekonać studentkę do zmiany zdania. Na próżno. Pani Ewa powtarzała, że traktor nie jest zarejestrowany i nie ma OC. Policjanci mieli jej wtedy odpowiedzieć, że tak się u nich jeździ.
Mimo wszystko Binasik była przekonana, że traktorzysta zostanie ukarany i zapłaci za naprawę auta. Tymczasem kilka tygodni później dowiedziała się, że to ją oskarżono o spowodowanie kolizji. Sprawa trafiła do sądu w Żywcu. Powołany biegły nie miał wątpliwości co do niewinności dziewczyny. Jednak Aleksander C. twierdził, że widział zderzenie i wszystkiemu jest winna studentka z Katowic. Sąd uznał zeznania funkcjonariusza za niewiarygodne, a jego zachowanie na sali rozpraw określił jako "aroganckie".
Źr. Gazeta Wyborcza
Chwilę później na miejsce przyszedł Aleksander C., policjant z Żywca, a zarazem sąsiad traktorzysty. Próbował namówić studentkę, by nie angażowała w sprawę stróżów prawa. Wezwał nawet zaprzyjaźnionego blacharza, który obiecał, że w dwa dni naprawi uszkodzone drzwi samochodu. Binasik odmówiła i na wszelki wypadek zrobiła zdjęcia uszkodzonych pojazdów.
O dziwo, patrol żywieckiej drogówki, po rozmowie z Aleksandrem C., również próbował przekonać studentkę do zmiany zdania. Na próżno. Pani Ewa powtarzała, że traktor nie jest zarejestrowany i nie ma OC. Policjanci mieli jej wtedy odpowiedzieć, że tak się u nich jeździ.
Mimo wszystko Binasik była przekonana, że traktorzysta zostanie ukarany i zapłaci za naprawę auta. Tymczasem kilka tygodni później dowiedziała się, że to ją oskarżono o spowodowanie kolizji. Sprawa trafiła do sądu w Żywcu. Powołany biegły nie miał wątpliwości co do niewinności dziewczyny. Jednak Aleksander C. twierdził, że widział zderzenie i wszystkiemu jest winna studentka z Katowic. Sąd uznał zeznania funkcjonariusza za niewiarygodne, a jego zachowanie na sali rozpraw określił jako "aroganckie".
Źr. Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 785 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›