Sytuacja w Bielsku opanowana - przestało padać
Wszystkie prognozy pogody wskazują że w kolejnych dniach padać nie będzie albo będzie padać mniej. To bardzo dobra wiadomość dla Bielszczan, a w szczególności dla mieszkańców Żywiecczyzny.
Podsumowanie ostatniej doby:
Gwałtownie wzbierające rzeki zmusiły wczoraj wojewodę śląskiego do ogłoszenia alarmu przeciwpowodziowego w powiatach cieszyńskim, bielskim, żywieckim oraz w mieście Bielsku-Białej. Pogotowie przeciwpowodziowe obowiązuje w powiecie raciborskim oraz kilku gminach powiatu wodzisławskiego, ale najdramatyczniejsza sytuacja jest na Podbeskidziu. Wczoraj zginęły tam dwie osoby. W Lalikach na Żywiecczyźnie rwący potok porwał kierownika budowy drogi ekspresowej, 57-letniego mieszkańca Sosnowca. Jego zwłoki wyłowiono dwie godziny później w Soli Kiczorze około 1,5 km od miejsca, w którym zaginął. Kilka godzin później 40-latek z Wisły wpadł do potoku w Wiśle Głębce. Jego też nie udało się uratować.
Z powodu obfitych opadów deszczu na Żywiecczyźnie przed południem zawieszono lekcje w szkołach, by młodzież zdążyła dotrzeć do domów. W Bielsku-Białej wzburzone fale Białki budziły przerażenie mieszkańców przemierzających mosty na ulicach 11 Listopada i Mostowej. Poziom wody był porównywalny do powodzi z 1997 roku.
W Koniakowie w ciągu 15 godzin spadło 128 litrów wody na metr kwadratowy!
Niebezpiecznie zrobiło się już wczoraj nad ranem. Zaczęły wyć strażackie syreny, a ludzie gromadzili się na mostach patrząc, jak woda podnosi się z minuty na minutę. Sytuacja stawała się dramatyczna. W Bładnicach k. Skoczowa, gdzie rzeka przerwała wał przeciwpowodziowy, konieczna była ewakuacja mieszkańców z pobliskich domostw. Jedna z kobiet uparła się jednak, że nie opuści domu. Dopiero po interwencji m.in. wiceburmistrza Skoczowa, zgodziła się wyjść razem ze strażakami. Przy naprawie wału wspólnie ze strażakami pracowali śląscy pogranicznicy. Ostatecznie sytuacja została opanowana.
Szybko okazało się, że do pomocy trzeba zaangażować wszystkie możliwe siły, bo w wielu miejscach brakowało ludzi i sprzętu. Gdy strażacy zajmowali się obroną przyczółków mostu, w innym rejonie rzeka lub potok zaczynały podmywać drogę. Tak było m.in. w gminie Jeleśnia. W drodze do Pewli Wielkiej przy moście woda zerwała 50 metrów asfaltu. W lasach ścinano więc grube drzewa, które traktorami były ciągnięte do najbardziej zagrożonych mostów. Strażacy osłaniali nimi podmywane brzegi ponad przeprawami, by zapobiec podmyciu. W ten sposób uratowali m.in. most na drodze powiatowej do Przyborowa i most w Gaice na drodze do Sopotni Małej.
W gminie Porąbka rzeka Mała Puszcza jednak uszkodziła drogę do Kozubnika do tego stopnia, że trzeba byłą ją zamknąć.
- Strażacy jeżdżą non stop. Mamy bardzo wiele zgłoszeń, ale nie jesteśmy w stanie na bieżąco wszędzie interweniować. Ludzie muszą czekać w kolejce - przyznał Krzysztof Szpila z Centrum Zarządzania Kryzysowego Gminy Porąbka. Najwyższy opad odnotowano w Koniakowie, gdzie w ciągu 15 godzin spadło 128 litrów wody na metr kwadratowy! - Teraz woda zaczyna powoli opadać - informował późnym popołudniem Mirosław Wilga, szef Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Żywcu.
W Bielsku-Białej sztab kryzysowa rozpatrywał zamknięcie remontowanego mostu na Białce na ul. 11 listopada. W powiecie bielskim przybywało jednak zgłoszeń o lokalnych podtopieniach. Wieczorem powodzią zagrożeni byli mieszkańcy części Ligoty w gminie Czechowice-Dziedzice po tym, jak Iłownica wystąpiła z brzegów. Nie wiadomo dlaczego, ale przepusty na rzece były otwarte i woda zalała pola i skierowała się w kierunku domostw.
/Źródło: Dziennik zachodni, własne, Onet.pl/
Relacje w formie filmowej znajdują się na stronach Bielskiej Telewizji Internetowej: www.tv.bielsko.biala.pl .

Klauzula informacyjna ›