Mecz awizowany jako szlagier kolejki przez pierwsze 25 minut trochę rozczarowywał. Oba zespoły „badały” swoje możliwości nie wystawiając na szwank własnej defensywy. Dopiero tuż przed przerwą indywidualna akcja Adam Śmigielskiego, byłego napastnika Sokoła, a obecnie grającego trenera MRKS, przyniosła efekt. „Śmigło” wpadł w pole karne, „wkręcił” obrońców i z najbliższej odległości pokonał czeskiego golkipera zabrzeżan. Trzeba jednak przyznać, że Jiri Cervenka nie miał najlepszego dnia. A interwencją po przerwie dorównał Tomaszowi Kuszczakowi. Nie chodzi jednak o fenomenalne parady bramkarza Manchesteru Utd, ale o kiks, jaki Kuszczakowi przydarzył się w spotkaniu z Kolumbią. Cervenka wprawdzie nie puścił strzału bramkarza, ale podobnie jak Kuszczak dał się przelobować. W 51 min. Artur Toborek zdecydował się na kopnięcie piłki w pole karne z około 40 metrów. Futbolówka odbiła się na ósmym metrze i ku zaskoczeniu wszystkich wpadła bramkarzowi Sokoła za kołnierz...

— Nie mamy najlepszego bramkarza, a obrona zagrała dziś słabiej. Musimy się poważnie zastanowić, co dalej — mówił po spotkaniu Adam Kryger, grający trener Sokoła.

Kłopotu z bramkarzem nie miał za to MRKS, w barwach którego doskonale spisywał się Bogdan Tan. Skutecznie łapał strzały rywali, ale miał też szczęście. Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby przy stanie 0:2 piłka po strzale Rafała Distla, obrońcy Sokoła, nie uderzyła w słupek, ale wpadła do siatki. Tymczasem Sokół musiał się odkryć, co skwapliwie, choć na raty, wykorzystali gospodarze. W akcji z 62 minuty Cervenka najpierw obronił strzał Śmigielskiego, później dobitkę Toborka, ale przy uderzeniu Rafała Stawowczyka był już bez szans. Wynik mógł być wyższy, ale Śmigielski trafił w poprzeczkę. Zabrzeżan warto pochwalić za walkę do ostatniej minuty. Tuż przed końcem wykorzystali rzut karny po zagraniu ręką.

— Do drugiego gola grało się nam ciężko, bo rywale walczyli ambitnie. Ale po drugiej bramce musieli się odkryć — podsumował Adam Śmigielski, trener MRKS.

Źr. sportowebeskidy.pl