Viva w Czechowicach-Dziedzicach zaczęła rozpadać się rok temu, gdy w halach z powodu zadłużenia odcięto prąd i produkcja stanęła. Potem było już tylko gorzej. Końcem marca tego roku kilkunastu ostatnich pracowników otrzymało wypowiedzenia. Los firmy był przesądzony.

Pracownicy otrzymali wynagrodzenia, jednak wciąż czekają na odprawy. Rozmowy w imieniu kilkunastu osób prowadzi była szefowa zakładowej Solidarności Ewa Kos. Z kierownictwem kontaktuje się telefonicznie. Inny kontakt nie jest możliwy, bowiem członkowie zarządu nie pochodzą z Podbeskidzia. Byli pracodawcy zapewniają, że nie zamierzają wycofać się z obietnic. Za dwa tygodnie planowane są kolejne rozmowy.

Źr. Dziennik Zachodni