Mleczarnie, które mają proszkownie, płacą za mleko każdą cenę i wytwarzają mleko w proszku na eksport - mówi jeden z podbeskidzkich hurtowników nabiału. Dodaje, że zaczęło się od suszy w Australii i braku mleka w proszku na rynkach światowych. Dwa lata temu tona mleka w proszku kosztowała 1200-1300 dolarów, teraz - 5300 dolarów. Nic dziwnego, że mleczarnie są zainteresowane wytwarzaniem chodliwego towaru, na którym mogą zarobić. A samego mleka więcej nie będzie, bo rolnicy nie mają krów. Z powodu narzuconych tak zwanych kwot mlecznych wielu zmniejszyło stada. Nadprodukcja grozi bowiem karami Unii Europejskiej...

Źródło: Kronika Beskidzka