Obok strajku, rosnące z miesiąca na miesiąc, ceny żywności stają się coraz większym problemem. Z powodu strajku przyjmuje się mniej chorych, co oznacza mniejsze wpływy za leczenie. Tymczasem lekarze domagają się podwyżek i choćby z tego powodu nie ma żadnych rezerw na jedzenie.

Ceny tymczasem wzrosły już w tym roku o ponad 7 proc. Drożejący cukier czy słodycze, to dla szpitali niewielkie zmartwienie. Gorzej, że o ok. 20 proc. podrożało mięso, w tym najczęściej podawany w szpitalach drób. O kilka procent podrożały też oleje, tłuszcze i pieczywo. Ceny ryżu - podstawy szpitalnej diety - wzrosły o 21 proc., a mąki o 12.

- Tylko na mięso wydajemy jakieś 29 tys. zł na miesiąc. Nie możemy dać więcej, bo lekarzom przyznaliśmy znaczące podwyżki - mówi Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej.

Większość szpitali ma całoroczne umowy na dostarczanie żywności. Ich dyrektorzy mówią, że wzrastające ceny żywności, to problem nie ich, lecz dostawców. I tu jednak nie jest zawsze tak gładko. Coraz bardziej zadłużone szpitale nie płacą bowiem dostawcom. To może się skończyć zerwaniem umowy.

Źr. Gazeta Wyborcza