W sobotę 26-letni mieszkaniec Rudzicy zamordował swoją byłą dziewczynę, potem popełnił samobójstwo. Ania miała tylko 20 lat. Wszyscy ją lubili. W rodzinnym Pogórzu i oddalonej o kilkanaście kilometrów Rudzicy, skąd pochodził Grzesiek. Grzesiek zamieszkał w Pogórzu, u Ani. Z czasem jednak w ich związku coś się popsuło. Stał się chorobliwie zazdrosny, urządzał jej karczemne awantury. W maju Ania postanowiła, że to koniec. Grzesiek spakował rzeczy i wrócił do domu wujków. Grzesiek nie mógł się pogodzić z decyzją Ani. Chodził za nią, błagał, by wróciła. Ona odpowiadała, że musi się zmienić. Miesiąc temu wynajął mieszkanie w Pogórzu. Którejś nocy wszedł przez okno do pokoju Ani. Przyłożył jej nóż do szyi. Wtedy Ania jakoś go ubłagała.

W sobotni ranek w domu wujów Grześka nie było nikogo. - Miał klucze. Zawsze mógł wejść - mówi Czesław Godziek.

Chłopak przekonał byłą dziewczynę do przyjazdu, obiecując spotkanie z instruktorem prawa jazdy (Ania przygotowywała się do egzaminu). Lekcja miała być tańsza, "po znajomości". Dlatego Ania zgodziła się. Do żadnego spotkania z instruktorem jednak nie doszło. Grzesiek zaprowadził Anię na strych. Wyjął kuchenny nóż i poderżnął jej gardło. Po paru godzinach zabił siebie. Już po śmierci Ani wysłał bratu Łukaszowi sms-a, by szykowali pieniądze na pogrzeb. Około 15.30 ciała młodych znaleźli wujowie Grzegorza. Na stole stała damska torebka, obok leżał zegarek. W domu panowała kompletna cisza.

Źr. Dziennik Zachodni