Lekarze rzucają pracę w izbie przyjęć
- Nie chodzi o strajk czy niskie zarobki. Przy takim nawale roboty nie da się odpowiedzialnie leczyć ludzi - tłumaczą.
W ambulatorium przy izbie przyjęć dyżuruje dwóch internistów, chirurg ogólny i chirurg ortopeda. Mają nawet 200 pacjentów dziennie. Na przyjęcie przez chirurga chorzy muszą więc czekać w kolejce po kilka godzin. Niektórzy przychodzą z banalnymi sprawami, którymi może się zająć lekarz z poradni rodzinnej, jak np. wbite w skórę kleszcze. Inni mają nogi pocięte przez kosiarkę, skomplikowane złamania, oparzenia.
Lekarze pracują tak od kilku miesięcy. Wcześniej pacjenci korzystali z ambulatorium przy bielskim pogotowiu ratunkowym. Narodowy Fundusz Zdrowia już kilka lat temu chciał odebrać pogotowiu kontrakt. Zrobił to w tym roku, w kwietniu i nagle ciężar pomocy mieszkańcom 300-tysięcznego powiatu bielskiego, turystom i pacjentom odsyłanym ze szpitali w Żywcu i Cieszynie, spadł na lekarzy pracujących w izbie przyjęć Szpitala Wojewódzkiego. Od kwietnia sprzęt diagnostyczny odmawia współpracy, zawieszają się komputery, a czekającym na pomoc ludziom puszczają nerwy. - Niemal co dzień jesteśmy wyzywani od nieudaczników i partaczy - mówi jeden z ortopedów.
Źr. Gazeta Wyborcza
W ambulatorium przy izbie przyjęć dyżuruje dwóch internistów, chirurg ogólny i chirurg ortopeda. Mają nawet 200 pacjentów dziennie. Na przyjęcie przez chirurga chorzy muszą więc czekać w kolejce po kilka godzin. Niektórzy przychodzą z banalnymi sprawami, którymi może się zająć lekarz z poradni rodzinnej, jak np. wbite w skórę kleszcze. Inni mają nogi pocięte przez kosiarkę, skomplikowane złamania, oparzenia.
Lekarze pracują tak od kilku miesięcy. Wcześniej pacjenci korzystali z ambulatorium przy bielskim pogotowiu ratunkowym. Narodowy Fundusz Zdrowia już kilka lat temu chciał odebrać pogotowiu kontrakt. Zrobił to w tym roku, w kwietniu i nagle ciężar pomocy mieszkańcom 300-tysięcznego powiatu bielskiego, turystom i pacjentom odsyłanym ze szpitali w Żywcu i Cieszynie, spadł na lekarzy pracujących w izbie przyjęć Szpitala Wojewódzkiego. Od kwietnia sprzęt diagnostyczny odmawia współpracy, zawieszają się komputery, a czekającym na pomoc ludziom puszczają nerwy. - Niemal co dzień jesteśmy wyzywani od nieudaczników i partaczy - mówi jeden z ortopedów.
Źr. Gazeta Wyborcza
Artykuł wyświetlono 742 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›