Pilotka pielgrzymki tuż po powrocie tłumaczyła, że wszelkie zasady bezpieczeństwa zostały zachowane - kierowcy zmieniali się tak, jak nakazują przepisy. Według informacji polskiej ambasady, nie ma jeszcze oficjalnego komunikatu o przyczynach wypadku. Wcześniej pojawiały się spekulacje, że kierowca mógł zasnąć za kierownicą.

- Wszystkie procedury bezpieczeństwa zostały zachowane - mówią organizatorzy
W węgierskich szpitalach nadal przebywa 11 rannych Polaków. - Czekamy na decyzję lekarzy odnośnie poszkodowanych. Nie mamy nowych informacji o stanie zdrowia osoby, która odniosła najpoważniejsze obrażenia i była w stanie ciężkim - powiedział sekretarz ambasady RP w Budapeszcie i attache prasowy Andrzej Kalinowski.

Autokar wiózł wiernych z parafii w Łodygowicach koło Bielska-Białej i wracał z Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. Jechało nim 50 osób. W sobotę rano autokar zjechał z drogi i dachował w Beled w zachodnich Węgrzech. Jedna osoba zginęła, a 28 zostało rannych. Poszkodowanych przewieziono do okolicznych szpitali. Część hospitalizowanych osób została już wypisana.

O los pielgrzymów można dowiadywać się pod numerem ambasady RP w Budapeszcie (00361) 413-82-28.

 Źr. tvn24