Następny obiecujący napastnik Rekordu po Bartoszu Guzdku wyjeżdża w Polskę zamiast postawić kolejny krok w piłkarskiej karierze w Podbeskidziu. Mowa oczywiście o Janie Ciućce, który w piątek związał się długą umową z Górnikiem Zabrze.

Kibice na forach rozpoczęli krucjatę prezesa Kłysa i dyrektora Piworowicza, że Ciućka nie trafił do "klubu całego regionu" jakim od wielu lat stara się - tak, tylko stara się - być Podbeskidzie. Czy słusznie?

Po pierwsze i najważniejsze - to nie klub oddający i pozyskujący decyduje o tym, gdzie trafi dany zawodnik. Robi to agent w porozumieniu ze swoim zawodnikiem. Tak skonstruowany jest rynek piłkarski. Nie pomoże tu życzliwość prezesa Szymury, kontakty środowiska, przenikanie się różnych interesów.

Po drugie - zakładając, że Podbeskidzie chciało pozyskać Ciućkę - czym ma piłkarza przekonać? Infrastrukturą sportową? Obecnie, to Rekord ma ją lepszą niż I-ligowiec. Może ścieżką rozwoju? Lepiej, żeby Ciućka w tej sprawie nie konsultował się z Szymonem Szymańskim i Damianem Hilbrychtem. Na swoją "pozycję" klub z Rychlińskiego pracował wiele lat i wiele lat upłynie nim coś się zmieni.

Przy okazji obalmy twierdzenia, że na przeszkodzie sprowadzenia Ciućki z Rekordu do Podbeskidzia stanęły pieniądze lub "przegapienie" talentu piłkarza. Napastnik miał jeszcze tylko rok kontraktu z Rekordem, a odstępne oczekiwane przez klub z Cygańskiego Lasu było w zasięgu "Górali". Na jesiennych meczach III-ligowca regularnie pojawiali się skauci klubu czy dyrektor Piworowicz. 

Nie chciałbym, by moje słowa ktoś odebrał opatrznie. Podbeskidzie powinno i musi sprawdzać do siebie piłkarzy pokroju Guzdka czy Ciućki - utalentowanych, błyszczących na boiskach niższych lig, grających w regionie. Ale nie robi tego nie dlatego, że nie chce, tylko nie jest w stanie.

Bartłomiej Kawalec
Na zdjęciu: Łukasz Piworowicz, fot. Szymon Jaszczurowski/TS Podbeskidzie