Maja Chwalińska walczy o powrót na kort. Na razie musiała wycofać się z turnieju na mączce
Maja Chwalińska nie zagra w turnieju WTA, który w poniedziałek rozpocznie się w rumuńskich Jassach. Polka kontynuuje leczenie po urazie, którego nabawiła się podczas meczu pierwszej rundy Wimbledonu. - Wracam do pracy. Cieszę się z postępów, które udaje mi się robić - napisała dwa dni temu tenisistka.
Po odpadnięciu w singlu, 24-letnia Chwalińska podjęła również decyzję o wycofaniu się z debla, do którego zgłosiła się wspólnie z Sinją Kraus. - Nie mam jeszcze stuprocentowej pewności, a nie chcę ryzykować, żeby nie zrobiła się z tego poważna kontuzja. Nie sądzę, że to coś groźnego, bo tak naprawdę później z gry bardziej wykluczyły mnie skurcze, ale na pewno trzeba to sprawdzić - mówiła jeszcze w Londynie.
Po powrocie do kraju tenisistka przeszła konsultację, a jej klub - BKT Advantage Bielsko-Biała - powiadomił, że doszło do skręcenie stawu skokowego. Zawodniczka przystąpiła do rehabilitacji pod opieką sztabu medycznego, ale nie sprecyzowano, jak długo potrwa leczenie i przerwa od występów na korcie.
Przed weekendem przekazano, że z powodu urazu 24-latka nie pojedzie do Rumunii, gdzie w dniach 13-19 lipca miała zagrać w turnieju rangi WTA 250. Byłaby tam rozstawiona z „dwójką”, a rok temu dotarła do 1/8 finału. Turniej odbywa się na jej ulubionej „mączce” na której dotarła do finału Rolanda Garrosa.
Na razie nie wiadomo, kiedy Chwalińska wróci do gry. Jej nazwisko ciągle widnieje na liście zgłoszeń do imprezy w Hamburgu, gdzie w dniach 20-26 lipca odbędzie się kolejny turniej rangi WTA 250 na ceglanej nawierzchni. Ciągle jest spora nadzieja, że zawodniczka na kort powróci właśnie w Niemczech.
bb
Oceń artykuł:
16 0