Pięć goli „przypadku”? Zadziwiające tłumaczenia po wysokim laniu od Podbeskidzia
Porażkę można przyjąć z klasą, można ją też zwalić na sędziego, pecha czy... fazy księżyca. Trener rezerw Śląska Wrocław poszedł o krok dalej. Klęsce z Podbeskidziem winna jest murawa, choć oba zespoły rywalizowały w takich samych warunkach.
Czytając pomeczową wypowiedź trenera Śląska, można odnieść wrażenie, że Podbeskidzie przyjechało na mecz z własnym pasem murawy, który rozwijali pod nogami swoich zawodników przed każdym golem.
- Wysoki wynik wynikający z przypadkowości tego meczu i tego, że na tym boisku nie dało się grać w piłkę nożną, nie miało to nic wspólnego z grą. Jeden wielki przypadek, na stronę Podbeskidzia, bo to właśnie kto zdobył pierwszą drugą bramkę, to w tym kierunku to poszło - mówił Michał Hetel na slask.net.
Dalej jest równie ciekawie. Padło pytanie, czy była próba przełożenia tego meczu? - Tak, oczywiście od początku tygodnia zgłaszaliśmy to do Podbeskidzia i do PZPN-u, że to boisko nie będzie się nadawało do gry i to było widać, nie jest to moja opinia, każdy to widział. Podbeskidzie bardzo chciało grać, efekt jest taki, że wygrali, ale nie było tutaj piłki nożnej - dodawał szkoleniowiec rezerw Śląska po wysokiej porażce.
Marcin Włodarski po meczu, wykazał się brutalnym pragmatyzmem, który powinien zawisnąć w szatni Śląska: Lepiej się dostosowaliśmy do panujących warunków - skwitował krótko, a potem mówił, że cieszą go bramki napastników, bo stanowią one dobry prognostyk. - Postawiliśmy pierwszy mały krok, ale teraz trzeba stawiać kolejne, żeby złapać korzystną serię - mówił po spotkaniu trener Marcin Włodarski.
bak
Oceń artykuł:
52 10Komentarze 5
