Konrad Kareta z każdym dniem jest coraz bliżej powrotu na boisko, choć na razie zamiast treningów z resztą drużyny na murawie musi zadowolić się żmudną pracą na siłowni. 31-letni obrońca w sierpniu zerwał więzadło krzyżowe w kolanie.

Najgorsze już za nim. Czas po operacji, który zawodnik określa jako „dosyć nieprzyjemny”, odszedł w niepamięć. Wkraczając w przygotowania do rundy kapitan Rekordu patrzy w przyszłość z optymizmem, choć jego codzienność to nie taktyka i mecze o punkty, a żmudna praca w gabinetach fizjoterapeutycznych oraz na siłowni. To tam Kareta spędza czas, próbując odbudować to, co zabrała kontuzja.

Troszkę przy takiej kontuzji spadki mięśniowe w operowanej nodze są, dlatego teraz moim zadaniem jest je odbudować. Wizyty na siłowni są częste, tak jak i w gabinecie. Dużo „pakowania” przede mną – przyznaje szczerze kapitan Rekordu. Co ważne, proces ten przynosi już efekty. Obrońca zaczął już truchtać, a jego ogólna sprawność zaczyna powoli dorównywać kolegom z zespołu, którzy są w pełnym cyklu treningowym. Miniony tydzień Kareta spędził wraz z resztą drużyny na obozie zorganizowanym w Cygańskim Lesie.

Dla doświadczonego defensora to kolejna walka o powrót po urazie – to samo kolano było operowane już po raz drugi. Mimo to, w głosie kapitana nie słychać rezygnacji, a raczej dojrzałość sportowca, który wie, jak cenne jest każde wyjście na murawę. – Mam wielką nadzieję, że to kolano posłuży mi jeszcze na parę lat grania tutaj w Rekordzie. Życzę sobie przede wszystkim zdrowia i takiego doceniania tego, że mimo tej kontuzji dalej tutaj jestem z chłopakami, spełniam się w roli kapitana i zawodnika – mówi Kareta.

bak