Łatwo wpaść w psychozę
- Gdyby tu przed sezonem przyszedł szejk, wykupił klub, 12 zawodników i stworzył świetne warunki, to rozumiałbym, że trzeba wymagać sukcesu. Ale tak nie było - mówi Leszek Ojrzyński.
Były już trener Podbeskidzia w wywiadzie udzielonym Michałowi Treli z "Przeglądu Sportowego" odnosi się do relacji z Wojciechem Boreckim, rzekomym konflikcie z Robertem Demjanem, faworyzowaniu Macieja Korzyma czy braku chemii w zespole. Szczerze opowiada również o warunkach pracy w Bielsku-Białej.
O braku chemii w zespole:
Słyszałem, że zawodnicy byli niezadowoleni po tym, jak na Puchar Polski z Legią wystawiłem rezerwy. Ktoś miał niby rzucać butami, wychodzić z szatni, więc spytałem ich czy to prawda, że są niezadowoleni. Nikt nie odpowiedział, więc dla mnie temat jest zamknięty. Podbeskidziu chyba potrzeba chemika, bo cały czas tylko o chemii się mówi. Nie wiem czy nie chcieli za mnie umierać. Zawodnik powinien z szacunkiem podchodzić do pracy, bo jest szczęściarzem, gdyż uprawia najlepszy zawód na świecie. Może zarabiać, poznawać ludzi, zwiedzać kraj i być idolem dla innych. Robi najpiękniejsze, co może być, a odpowiedzialność i tak spada na trenera. Powinien więc mieć szacunek do tego, co robi. Kiedy wygrywa, może kupić córce coś lepszego czy zapewnić jej lepsze życie. Wiadomo, że w szatni są zgrzyty, bo jest w niej 20-kilku gości, z których ponad połowa jest niezadowolona, bo nie gra. Piłka jest najtrudniejszą dyscypliną, bo są tylko trzy zmiany i nie ma zmian powrotnych. Ale nie było konfliktów.
O konflikcie z Robrtem Demjanem:
Wymagałem od niego więcej. Chciałem, żeby był pod grą, brał na siebie odpowiedzialność, grać odważnie. On się jednak zmienił po wyjeździe do Belgii. Może potrzebował więcej czasu, zaufania? Ale każdy potrzebował wsparcia. Demjan raz był królem strzelców, z 14 bramkami, ale zapisał się w historii. Tyle, że ja nie lubię żyć historią. Też kiedyś byłem liderem ekstraklasy i mógłbym się na tym wozić, ale teraz jestem bezrobotny trener, a drużynie, którą prowadziłem, grozi spadek z ekstraklasy. To, co było kiedyś, opowiemy za jakiś czas wnukom przy kominku. O Patejuku też się mówi, że kiedyś się z Bielska-Białej wybił, ale życie toczy się dalej. Gdyby każdy tak patrzył, to Robert Kasperczyk dalej byłby trenerem Podbeskidzia. Życie się zmienia. Patrzyłem tylko na aktualną formę i to czy ktoś strzela i asystuje.
O słabszej formie Macieja Korzyma:
Maciek miał wejście smoka, zaczął strzelać bramki, ale potem musiał przyhamować, miał problem z nogą, nie brał udziału w żadnym z obozów. Od piłkarza można wymagać, ale gdy jest prowadzony modelowo. Nie mamy tylu możliwości, żeby ich indywidualnie prowadzić. Trzeba mu dać więcej czasu. Inni też nie dawali dużo, dlatego kombinowałem, robiłem zmiany. Nie każdy był w optymalnej formie właśnie przez kontuzje.
O nie wystawianiu Roberta Mazana:
Można było wyczuć napięcie i niezadowolenie, żal, gdy okazywało się, że chłopak nie gra. On ma talent, ale przyszedł bardzo zagubiony, a nie mogę wystawiać kogoś tylko dlatego, że został kupiony. Żaden trener nie będzie sobie strzelał w kolano. To mogłoby nas kosztować punkty, które byłyby już nie do odrobienia. Piłka uczy pokory. Już wiele drużyn, które myślały o pucharach, spadało z ligi. To nie jest biznes tylko bardzo ciężka walka. Wszyscy powinni ciągnąć wózek w tą samą stronę, ale szefem od strony sportowej jest trener. To on, a nie prezes czy inny działacz, widzi zawodników codziennie na treningach, wie, jak pracują.
O wynikach osiąganych przez Podbeskidzie:
Gdyby tu przed sezonem przyszedł szejk, wykupił klub, 12 zawodników i stworzył świetne warunki, to rozumiałbym, że trzeba wymagać sukcesu. Ale tak nie było. Podbeskidzie nigdy nie miało 39 punktów po 30 kolejkach. To jest historyczny wynik. Jeśli prezes w zeszłym roku nazwał dziesiąte miejsce mistrzostwem Polski, to awans do ósemki byłby jak wygranie Ligi Europy. Dzień przed meczem z Lechem musieliśmy przerwać trening, bo staliśmy w wodzie po kostki. Takich sytuacji było kilkanaście w tym sezonie. Grupa mistrzowska to byłoby coś fantastycznego, ale jak chcesz zyskać, to musisz włożyć, a tego wkładu w Bielsku-Białej zabrakło. Nie mieliśmy zapewnionych podstawowych warunków, dlatego śmieszy mnie, że zaraz zwalnia się trenera. Nienawidzę nie dokańczać roboty. Zwłaszcza, że cel był wciąż do zrealizowania.
O tym co było celem:
Prezydent miasta mówił, że celem jest ósemka, prezes mówił raz tak, raz tak, ale najważniejszy jest regulamin, który przewidywał premie w przypadku utrzymania w lidze. A za co daje się dodatkowe pieniądze, jak nie za zrealizowanie celów? Prezes Borecki się jednak przestraszył. Strach przed spadkiem zajrzał mu w oczy, choć dla Podbeskidzia to chyba nie pierwszyzna. Gdy przychodziłem do Bielska, drużyna była na ostatnim miejscu. Wtedy w panice obiecywano mi różne rzeczy, których później nie dotrzymano. To, że Podbeskidzie zwalnia trenera po tym, jak nie awansował do ósemki, pokazuje tylko jak klub poszedł do przodu przez te półtora roku. Historia nas rozliczy. Za dwa lata zobaczymy, jaki milowy krok zrobi Podbeskidzie po zwolnieniu Ojrzyńskiego i jak gra. Jeśli klub będzie mistrzem Polski, to tylko przyklasnąć.
db
Komentarze 36
Decyzje podejmowane w klubie wołają o pomstę do nieba. Jak można pierwsze zwolnić trenera a później dopiero myśleć co będzie dalej i prosić się trenerów żeby przyszli.... Tak się nie robi ! Może od razu zróbmy tak że co 3 mecze będziemy trenerów zmieniać to wygramy Ligę Mistrzów.....ale chyba w zmienianiu trenerów....
Trener to tylko trybik- tak ma wpływ na wyniki drużyny ale weźcie pod uwagę dyspozycje samych zawodników. Korzym grał na początku - były gole i tez wyniki - teraz tego nie ma i wszyscy psioczą po Korzymie. Może to wina kontuzji i braku dyspozycji zawodników. Może to wina osób odpoiedzialnych za przygotowanie fizyczne i zdrowotne w zespole ? na pewno coś w tym jest. Zobaczymy co magicznego pokaze trener który znowu zmienił klub.......
No to w ostatnich tygodniach już chyba nic nie widział. Bo w formie chyba tam nikt nie jest (może Górkiewicz i Deja jak na swoje możliwości) a asystował tylko Sokół z autu, strzelał Górek, bo mu się piłka od uda odbiła, no i Iwański karne. Rzeczywiście było co oglądać.

Klauzula informacyjna ›