- Wiedzieliśmy że to ciężki teren i wiedzieliśmy w jakiej sytuacji jest Górnik Łęczna. My też jesteśmy w niepewnej sytuacji - mówił po bezbramkowym remisie opiekun Podbeskidzia.

- Ciągle walczymy o bezpieczną pozycję, a tylko miejsce w ósemce da nam pewne pozostanie w lidze, a kto wie wtedy może pokusimy się o coś więcej. Graliśmy żeby nie stracić bramki, twardo w defensywie. W pierwszej połowie mieliśmy dwóch zawodników, którzy mieli za zadanie wyprowadzać kontrataki, ale to nie funkcjonowało w taki sposób jaki chcieliśmy, stąd dwie zmiany - mówił Leszek Ojrzyński.

- Zaraz po przerwie wszedł Anton Sloboda, żeby wzmocnić środek pola, później Maciej Korzym i te zmiany mogły dać nam zwycięstwo. Akcja dwóch rezerwowych mogła dać nam zwycięską bramkę: Sloboda podawał do Korzyma, ale ten nie trafił w bramkę. Dobrze, że się to na nas jeszcze nie zemściło, bo gospodarze chwilę później też mieli groźną akcję, ale skończyło się podziałem punktów. Trzeba grać dalej, mamy mało czasu żeby się zregenerować po tym spotkaniu, bo już w piątek gramy z Wisłą i tam będziemy walczyć o punkty.

db