Na spotkaniach nie zarabiają
- Budżet oscyluje wokół kwoty 12 mln zł. Wiele zależy od miejsca zajętego na koniec sezonu i pieniędzy z Canal+ - tłumaczył Wojciech Borecki. Do dnia meczowego klub dopłaca.
W trakcie niedzielnego Cafe Futbol gościem programu był prezes Podbeskidzia. Wojciech Borecki zdradził kulisy zarządzania jednym z najbiedniejszych klubów ekstraklasy. - Mogę potwierdzić, że budżet oscyluje wokół sumy 12 mln zł - stwierdził sternik bielskiego zespołu. Mateusz Borek precyzował, że na tę kwotę składają się m.in. pieniądze z miasta (3 mln zł - stypendia), od sponsora głównego firmy Murapol (3 mln zł) oraz z tytułu praw medialnych od Canal+ (ok. 6 mln zł).
Podbeskidzie w dalszym ciągu dopłaca do dnia meczowego. - Być może w perspektywie, jeśli na trybunach regularnie zasiadać będzie 6-7 tys. widzów, na dniu meczowym będzie można zarobić. Ale w tym momencie koszty są wyższe niż zyski - ujawnił prezes Borecki, który już teraz czerpie wzory z najlepszych klubów w ekstraklasie. - Wprowadziliśmy - wzorem Legii Warszawa - sprzedaż biletów bez karty kibica. Spowodowało to pewne zamieszanie, nie byliśmy gotowi na sprzedaż ponad 1000 biletów przed samym meczem. Korzystająć z okzji, chciałbym przeprosić wszystkich kibiców, którzy mieli problem z wejściem na stadion.
Gość programu wyjaśnił dlaczego klub sięga po piłkarzy zza południowej granicy. - Bliskość regionu sprawia, że tam najcześciej zaglądamy na boiska i staramy się robić wzmocnienia. Słowacy szybko wkomponują się w zespół, a my możemy im zaproponować lepsze warunki niż kluby słowackie - tłumaczył Wojciech Borecki ostatnie transfery Roberta Mazana i Kristiana Kolcaka.
O zagranicznym inwestorze chętnym zainwestować w Podbeskidzie i transferze Milana Barosa czytaj tutaj.
bak

Klauzula informacyjna ›