- Byłem mile zaskoczony telefonem z BKS-u. Potrenowałem tydzień i na tym się skończyło. Ale może za rok zagram w trzeciej lidze przeciwko Stali - mówi Adam Kozielski. Napastnik opowiada nam o pierwszym podejściu przy Rychlińskiego.

26-letni napastnik to wychowanek BBTS-u Włókniarz z którego trafił do drużyn juniorskich BKS Stal. To w czerwono-żółto-zielonych barwach w sezonie 2006/2007 piłkarz pod wodzą trenera Janusza Marca debiutował w seniorskiej piłce. Po przyjściu do klubu Marka Mandli młody Kozielski szybko popadł w niełaskę u nowego szkoleniowca. Po kilku latach zawodnik ponownie zawitał przy Rychlińskiego, ale do transferu ostatecznie nie doszło i snajper wciąż zdobywa bramki w Jasienicy.

- Ciekawi mnie czy liczysz zdobyte bramki.
Oczywiście, że liczę. Każda kolejna sprawia mi dużo radości i dążę do tego by mieć ich na swoim koncie jak najwięcej.

- To ile strzeliłeś ich w tym sezonie?
W lidze cztery. Trzy kolejne dołożyłem w Pucharze Polski.

- Siedem bramek w dwa tygodnie od startu rozgrywek. To dobry wynik?
Napastnicy rozliczani są z bramek i uważam, że wywiązuje się ze swojej roli i zobowiązań na boisku bardzo dobrze. Końcówka poprzedniego sezonu była w moim wykonaniu nieco słabsza. Ale na szczęście teraz szybko wróciłem do formy. W całym poprzednim sezonie strzeliłem szesnaście bramek w lidze i sezon mogę spokojnie zaliczyć do bardzo udanych. Teraz moja dyspozycja dobrze wyglądała już w przedsezonowych sparingach. Sam początek rundy również jest - jak na razie - udany.

- Po udanej rundzie wiosennej szybko przypomniał sobie o Tobie dawny klub.
Nie ukrywam, że byłem mile zaskoczony telefonem z BKS-u. Chciałem się tam pokazać z jak najlepszej strony. Spędziłem tydzień na treningach i niestety na tym musiało się zakończyć. Prezes (Mirosław Łaciok - przyp. red.) nie wyraził zgody na wypożyczenie, a posiadał taki przywilej. Zresztą ciężko byłoby mi pogodzić trenowanie w BKS-ie z pracą.

- Może nie byłoby takiej konieczności?
Nie wiem i już się nie dowiem, bo nie doszło do ostatecznych rozmów. Stal chciała mnie wypożyczyć, a Drzewiarz brał pod uwagę jedynie transfer definitywny. Zresztą oni trenują popołudniami. W ostatnim czasie miałem natłok pracy związany z pisaniem pracy magisterskiej i stażem w zakładach lotniczych. Nie chciałby rezygnować z kariery zawodowej dla gry na tym poziomie rozgrywek.

- Nie było to Twoje pierwsze podejście do BKS-u.
Byłem już w Stali siedem lat temu. Debiutowałem w tym klubie w seniorskiej piłce pod wodzą trenera Janusza Marca. Następnie trenował nas Krzysztof Wolak. Był dla mnie dużym autorytetem i stawiał na mnie. Inaczej było za czasów Marka Mandli.

- Nie dostałeś u Mandli zbyt wielu szans pokazania się.
W trzeciej lidze rozegrałem tylko pięć meczów w podstawowym składzie. Strzeliłem w nich dwie bramki. Uważam, że daną szansę spożytkowałem. Ale trener nie widział mnie wtedy na stałe w składzie. Dlatego mogę ten czas uznać za zmarnowany.

- Nie było Wam po drodze. Mandla to niesamowita charyzma.
Raczej powiedziałbym, że ma specyficzne podejście do zawodników, na temat którego wolę się nie wypowiadać. Ponadto miał wizję budowania zespołu w oparciu o piłkarzy ze Śląska, przez co wielu miejscowych graczy musiało opuścić BKS.

- Nie odnosisz wrażenia, że stać Cię na więcej niż gra w czwartej lidze?
Jestem zadowolony z klubu w jakim gram, z warunków szkoleniowych jakie są w Jasienicy oraz możliwości treningów pod wodzą Ireneusza Kościelniaka. To zaangażowany trener, posiadający dużą wiedzę i doświadczenie zdobyte jako zawodnik. Atmosfera w szatni również jest bardzo dobra. Co do klubu, to Drzewiarz ma perspektywy na awans. Być może za rok uda się grać w trzeciej lidze przeciwko BKS-owi. Uważam, że poradziłbym sobie na wyższym poziomie rozgrywkowym. Gdyby pojawiły się poważne oferty z wyższych klas rozgrywkowych, to mógłbym związać się z piłką na poważnie i skupić na samej grze.

bak