Sebastian Madejski otrzymał powołanie do reprezentacji Polski do lat 18. W klubie dawno poznali się na jego talencie. - On ciągle się rozwija - mówi Izaak Stachowicz. W kadrze trafi pod skrzydła bielszczanina Andrzeja Krzyształowicza.

W ostatnich dniach do Podbeskidzia dotarła wiadomość, że urodzony w 1997 roku bramkarz, we wrześniu uda się na konsultację szkoleniową reprezentacji Polski do lat 18. Madejski w Gutowie Małym będzie miał okazję trenować pod okiem Andrzeja Krzyształowicza. 44-letni wychowanek BKS-u Stali, w swoim piłkarskim CV ma grę w barwach m.in. Legii Warszawa czy cypryjskiego APOEL-u Nikozja. Teraz pod skrzydła bielszczanina, który od niedawna odpowiada za rozwój bramkarzy w sztabie trenerskim Rafała Janasa, trafi Madejski.

W klubie powołanie 17-letniego bramkarza wielu zaskoczyło. Ale nie Izaaka Stachowicza. Trener bramkarzy Podbeskidzia wie, że ma do czynienia z talentem. - Od stycznia Sebastian regularnie trenuje z pierwszą drużyną. W zeszłym sezonie wskoczył do składu zespołu rezerw i pięciokrotnie znalazł się w kadrze na mecz ekstraklasy. Cały czas monitorujemy jego rozwój, analizujemy błędy i ciężko pracujemy. Talent to nie wszystko - przyznaje nasz rozmówca, który świetnie zna swojego wychowanka.

Madejski w klubie trenuje bowiem od ośmiu lat. Mierzy 185 centymetrów. - Kilka centymetrów jeszcze na pewno dojdzie. Jego najmocniejszą stroną jest gra "1 na 1". Duży postęp zrobił jeśli chodzi o grę nogami. Pracujemy również nad grą na przedpolu - mówi Stachowicz, który wiosną odpowiadał za wprowadzenia młodego bramkarza do szatni pierwszej drużyny.

- Wskoczył do meczowej "18" w momencie gdy kontuzji nabawił się Piotr Adamek i Ladislav Rybańsky. Pamiętam jak w jednym spotkaniu musiał rozpocząć rozgrzewkę, bo Richard Zajac wpadł na słupek i długo nie podnosił się z murawy. Dla tak młodego piłkarza to spore przeżycie. Ale to twardy chłopak, który przy odrobinie szczęścia może zrobić karierę.

 Szkoleniowiec nie obawia się o psychikę Madejskiego. - On ciągle się rozwija i zdaje sobie sprawę, że talent to nie wszystko. Ciężko pracujemy na treningach, często zostajemy po zajęciach, by popracować nad jakimś elementem. Nagrywamy każde spotkanie i analizujemy zachowania w bramce - mówi i dodaje: To powołanie to dla niego dodatkowy bodziec, impuls do pracy i nagroda za dotychczasową robotę. Wiem, że w przypadku Sebastiana nie ma mowy o "sodówce".

bak