- Nie mogłem liczyć na zaufanie trenera. Nie zagrałem słabo, ale lądowałem na ławce. Musiałem być dwa razy lepszy od innych - mówi Mariusz Sacha o powrocie do Podbeskidzia. Rozmawiamy z pomocnikiem Drzewiarza Jasienica.

Jego kariera nabrała rozpędu po mistrzostwach świata U20 w Kanadzie, gdzie dzielił szatnię z Dawidem Janczykiem czy Grzegorzem Krychowiakiem. Polacy dopiero w 1/8 finału odpali z Argentyną (1:3). Początkiem 2009 roku za blisko pół miliona złotych trafił do Cracovii. Po awansie Podbeskidzia do ekstraklasy wrócił do Bielska-Białej, ale nie cieszył się zaufaniem Roberta Kasperczyka. Później było już tylko gorzej. Rozmawiamy z Mariuszem Sachą, który karierę kontynuował będzie w czwartoligowym Drzewiarzu Jasienica:

- Pana kariera zapowiadała się świetnie, były młodzieżowe mistrzostwa świata, był transfer do ekstraklasy.
Gdzieś tak to się odbywało. Faktycznie były występy na mistrzostwach świata, potem dwa i pół roku spędzone w Cracovii. Byłem z nich zadowolony, chociaż ostatnie pół roku to okres urazów i mało szans na grę.

- Wtedy wrócił Pan do Podbeskidzia, które właśnie awansowało do ekstraklasy.
Spędziłem w Bielsku-Białej półtora sezonu. Ale ta forma nie wyglądała już tak jak należy. Z drugiej strony nie mogłem liczyć na zaufanie trenera. Odnosiłem wrażenie, że musiałem na treningach wyglądać dwa razy lepiej od reszty by znaleźć się w składzie. Podobnie sytuacja wyglądała, gdy już wybiegłem na murawę. Nie zagrałem słabo, ale lądowałem na ławce.

- Podobnie mówił Tomek Górkiewicz dwa lata temu. Wiosną klub zesłał go do rezerw i ściągnął Mateusza Niechciała, który nie zrobił w Podbeskidziu kariery. Po odejściu Roberta Kasperczyka klub szybko sięgnął po "Górka".
Cóż, byliśmy w bardzo podobnej sytuacji.

- Pan na Rychlińskiego już jednak nie wrócił.
Była przygoda z Polonią Bytom w I lidze. Spadliśmy, sam byłem trapiony kolejnymi kontuzjami. Niewiele lepiej wyglądalo to wszystko w Stalowej Woli. Ostatnie pół roku to dwie kontuzje i praktycznie brak gry. Wspólnie z działaczami podjęliśmy decyzję o wcześniejszym rozwiązaniu kontraktu. Chciałem też wrócić do domu, zacząć przebywać bliżej rodziny.

- Nie było propozycji z innych klubów niż Drzewiarz?
Po prostu trafiła się możliwość trenowania w Jasienicy. Były dwie konkretniejsze oferty z Brzeska i Legionowa, ale mówiąc delikatnie warunki też nie były zadowalające. Nie oszukujmy się, tych ofert po ostatniej rudndzie w Stali zbyt wiele być nie mogło. Tutaj jest wszystko co trzeba. Na miejscu do dyspozycji mamy bazę, jest świetna atmosfera w drużynie.

- Roczny kontrakt z opcją odejścia w grudniu stwarza pewne możliwości.
Mam słowo, że w grudniu prezes Łaciok pomoże mi szukać klubu w wyższej lidze. Nauczony doświadczeniem nie korzystam z usług menedżerów. Kiedyś jeden oszukał mnie na spore pieniądze. Ale wcześniej chcę się tutaj odbudować. Moja dyspozycja nie jest taka jakby chciał trener Kościelniak. Czeka mnie jeszcze sporo pracy.

- Rywalizacja w zespole jest duża. W ofensywie nie brakuje dobrych nazwisk.
Trener ma do wyboru szeroką kadrę. Wygląda to całkiem nieźle.

- Na papierze zespół prezentuje się mocno. Stać Was będzie na mistrzostwo?
Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Nie znam innych drużyn w IV lidze. Po naszych ostatnich wynikach można mieć dobre przeczucia, strzelamy duży bramek. Ale nikt nie chce pompować balonika, bo potem w sezonie nic nie wychodzi. Skupiamy się na sobie, ambitnie rywalizujemy w sparingach. Póki co wygląda to nieźle, ale liga zweryfikuje założenia zespołu.

- Oprócz skutecznej ofensywy macie także całkiem szczelną obronę.
Trener skupia szczególną uwagę na grze obronnej. Praktycznie w każdym spotkaniu motywuje i zwraca uwagę na ten aspekt gry. Dla niego najważniejsza jest gra na zero z tyłu. Z przodu zawsze coś wpadnie.

- Trener Kościelniak to dla Pan znajoma postać.
Miałem przyjemność poznać trenera odchodząc z Podbeskidzia. Razem z Sebastianem Ziajką i Mateuszem Bąkiem trenowaliśmy z Rekordem, kiedy trenerem był jeszcze Kościelniak. Można powiedzieć, że utrzymywaliśmy później kontakt. W drużynie jest też kilka innych znajomych mi osób. O naszym szkoleniowcu mogę mówić wiele pozytywnych rzeczy. Oby więcej takich osób w piłce.

bak