Sebastian Kawa, po srebrze wywalczonym w Finlandii, przesiada się na "Dianę" i startuje w klasycznych mistrzostwach świata w Lesznie Wielkopolski.

- Od rana atmosfera jak przed egzaminem. Skończył się luz, widać było skupienie i piloci skrupulatnie przygotowywali szybowce. To koniec żartów - pisze szybownik. 

Prognoza była bardzo niejednoznaczna. W przegrzanym powietrzu, wymieszanym przez kolejne układy frontów i niże można było trafić na obszary chwiejne, w których od rana kształtowały się burze i takie w których straszyły nadciągające od zachodu grube chmury wysokiego piętra - opisuje pierwsze godziny zmagań Kawa.

Wcześniej bielszczanin poświęcił uwagę szybowcu. - Diana numer 3 choć ma już 10 lat w powietrzu była zaledwie 100 godzin. Prosto z fabryki powędrowała na antypody, ale nie podobał się jej klimat i wróciła. Różne były jej dalsze losy, ale nie latała, toteż trzeba było się zając przygotowaniem do konkursu. Z pomocą Jerzego Biskupa i współpracowników szybowiec nabrał blasku.

- Mistrzostwa mają wyjątkowo liczną obsadę. Bierze udział 132 zawodników po 46 w klasie osiemnasto-metrowej i piętnasto-metrowej. Nieco mniej w klasie otwartej, ale ta wzbudza największa sensację, bo po raz wtóry koneserzy lotnictwa mogą oglądać wszystkie najlepsze konstrukcje, które zadebiutowały w Teksasie. Zdumienie wywołuje oczywiście Concordia, ze swymi skrzydełkami smuklejszymi niż miecz samuraja - czytamy na blogu szybownika Aeroklubu Bielsko-Bialskiego.

Po dwóch rozegranych konkurencjach Sebastiana Kawa jest liderem zmagań. Klasyczne mistrzostwa świata w szybownictwie potrwają w Lesznie Wielkopolskim do 9 sierpnia. Więcej informacji znajdziesz na stronie bielskiego szybownika.

bak