Zwolniony pod koniec maja z funkcji kierownika drużyny Marek Móll, na drodze sądowej domagał będzie się odszkodowania. Podbeskidzie ma dług również wobec Roberta Gulewicza.

Decyzją klubu Móll po ponad dziesięciu latach został zwolniony ze stanowiska kierownika drużyny. Wypowiedzenie wręczyła mu jedna z pracownic klubu. W uzasadnieniu wieloletni pracownik Podbeskidzia mógł przeczytać, że powodem decyzji jest "brak kontaktu z zarządem klubu". Brakowało jednak konkretów.

W momencie wypowiedzenia spółką sterował jednoosobowo prezes Wojciech Borecki. Z powodu zwolnienia - z teoretycznej winy pracownika - Móllowi nie przysługuje prawo do odprawy.

Ale były kierownik drużyny nie zamierza się poddawać. Jak potwierdza nam w rozmowie, sprawa już została oddana do sądu. - Będę domagał się odszkodowania - mówi Móll, który oficjalnie do końca sierpnia pozostaje pracownikiem Podbeskidzia.

Podobnie sprawa ma się ze zwolnionym trzy tygodnie temu Robertem Gulewiczem. Były już lekarz "Górali" wypowiedzenie umowy o pracę otrzymał pocztą. W uzasadnieniu przeczytał, że "był nieobecny podczas treningów zespołu". - Z powodu urlopu opuściłem cztery treningi. Nowy lekarz w ogóle się na na nich nie pojawia - ripostuje. Ceniony ortopeda ma jednak inny problem. 

Klub zalega mu spore pieniądze. - Aktualnie czekam na ruch ze strony działaczy, wysłałem do klubu pismo i czekam. Mam trzymiesięczny okres wypowiedzenia i oczekuję na wypłatę całego wynagrodzenia. Klub jest winny mi kilkadziesiąt tysięcy złotych - przyznaje wprost Gulewicz. Skąd tak duża kwota? Jak tłumaczy lekarz chodzi o zabiegi jakie wykonywał dla Podbeskidzia.

bak