- Prezes mógł dostać za mnie 50 tys. złotych i 30 proc. kwoty z następnego transferu - mówi rozgoryczony Kamil Adamek. Napastnik mówi, że grać w Drzewiarzu Jasienica nie zamierza.

- Menedżer działa, na dniach mają przyjść nowe oferty. Są trzy kluby: dwa z polskiej pierwszej ligi i jeden z czeskiej ekstraklasy. Na testy muszę mieć jednak zgodę prezesa, który ostatnio robił mi problemy - powiedział Adamek po sparingu z Halniakiem Maków Podhalański w którym strzelił bramkę.

Pytamy więc o szczegóły: - Miałem fajną ofertę z GKS-u Tychy, trener Cecherz widział mnie w zespole. Z tego co wiem prezes mógł dostać za mnie 50 tysięcy złotych i 30 proc. z następnego transferu - dodaje napastnik, który kręci głową i nie rozumie dlaczego nie udało się dojść do porozumienia.

Ale wcześniej Adamek wielokrotnie otrzymywał zgodę Mirosława Łacioka na testy w innych zespołach. Wystarczy wspomnieć, że w przeciągu dwóch ostatnich sezonów aż czterokrotnie zmieniał klub. Teraz w Jasienicy na pewno by się przydał.

- Jednak myślę o czymś więcej. Chcę zaistnieć w piłce, spróbować gry wyżej. Co zrobi gdy Drzewiarz ostatecznie postanowi go zatrzymać? - Nie chcę o tym mówić. Wszystko tak naprawdę zależy od zachowania prezesa. Nasz rozmówca nie chciał wracać do sytuacji gdy nie doszedł do porozumienia z bielskim Podbeskidziem i został wypożyczony do Korony Kielce.

bak