Pech i srebrny finał Kawy
Ostatnie konkurencje okazały się prawdziwym dramatem Sebastiana Kawy. Bielszczanin oddał pierwszy stopień podium. Nie udało powiększyć się złotej kolejki wielkiego mistrza.
- Sobotnia wtopa spowodowana nadmierną wiarą w prognozy meteorologiczne kosztowała Sebastiana utratę pięknej przewagi punktowej wywalczonej z tak wielkim mozołem w trzech zwycięskich wyścigach, oraz utratę pozycji lidera. Nie dało mu to spokojnego snu. Do odzyskania pierwszej pozycji potrzeba było zaledwie około 10 punktów, więc wystarczyłoby odskoczyć od konkurenta o dwa minuty na zadanym dystansie 373 km. Ale z drugiej strony trzeba było się liczyć z tym, że Jez Hood z Wielkiej Brytanii wspierany przez brata Richarda łatwo mógłby odrobić te 50 punktów jakie dzieliło go od Sebastiana. Wiadomo, że będą atakować. Trzeba było ich pilnować - relacjonuje ostatnie wydarzenia Tomasz Kawa.
- Ekipa wraca tylko ze srebrnym medalem Sebastiana, a było tak blisko aby jego złota kolekcja zwiększyła się o szesnasty krążek, a ogromny puchar przechodni po raz trzeci ozdabiał wnętrze chaty w Międzybrodziu - pisze dalej ojciec Sebastiana.
W fińskim Loppi bielski szybownik wygrał trzy spośród siedmiu konkurencji. Mimo to musiał ustąpić miejsca na najwyższym stopniu podium pilotowi, który nie wygrał żadnego wyścigu. Okazja do poprawienia nastrojów już pod koniec lipca. W Lesznie Wielkopolskim odbędą się klasyczne mistrzostwa świata, podczas których Kawa wystartuje na szybowcu "Diana".
bak

Klauzula informacyjna ›