Zbliżają się ku końcowi 33. szybowcowe mistrzostwa świata z udziałem Sebastiana Kawy. W czwartek bielski szybownik odniósł trzecie zwycięstwo i wciąż pozostaje liderem zmagań.

- Nad Polską po przejściu systemu frontów, ciśnienie wzrosło do wartości przekraczających 1020 hPa. Zwykle przy takich układach barycznych cieszylibyśmy się lazurem rześkiego poranka i obfitą rosą na trawie, a piloci szybowcowi szukali by sposobów jak wyrwać się pod piękne obłoki. Tymczasem lało jak podczas głębokiego niżu z centrum nad Ozorkowem, a o świcie wybudził mas straszliwy łomot. Spadał duży grad - czytamy na blogu Sebastiana, który wygrał 3 z 5 konkurencji.

- Bardzo cieszyli by się szklarze, dekarze i blacharze samochodowi. Ale ten werbel był mocnym akordem na finał deszczowych koncertów. Słońce szybko suszyło powietrze i zasilało piękne cumulusy. Tymczasem nad Skandynawią nadal siedział system frontów, a nad krainą Świętego Mikołaja zakotwiczył niż. Wprawdzie od Zatoki Botnickiej wędrował jakiś prześwit przed następnym niżem i wkraczał na ląd, ale w wilgotnym powietrzy przy niskim ciśnieniu wystarczy godzina aktywnej operacji słońca i dzieją się cuda. Task setter  ma najwyraźniej  żywe wspomnienia po mistrzostwach w których zaliczono przeloty po trasie ponad 1000 km, bo ciągle marzą mu się duże trasy. W czwartek trzykrotnie musiał przycinać wąsy, ale mimo to wypuścił wszystkich na przelot powyżej 300 km - pisze dalej bielski szybownik o swoich startach w okolicach fińskiego miasta Loppi.

- To najbardziej niepożądany układ dla lidera. Jeden nierozważny krok, przykra niespodzianka, pułapka losu, a można stracić wszystko. Z kolei konkurenci mogą zupełnie przypadkowo wygrać los na loterii pogodowej i osiągnąć zaskakujące  powodzenie - opisuje czwartkowe zmagania Kawa, który jest coraz bliżej zwycięstwa w zawodach

Czytaj więcej na stronie internetowej www.sebastiankawa.pl.

bak