Kto, jeśli nie Ojrzyński?
Wiosnę zespół Leszka Ojrzyńskiego ma fantastyczną. Gdyby liczyć tylko punkty z rundy rewanżowej, Podbeskidzie walczyłoby o europejskie puchary. Ale działacze są gotowi na zmianę trenera.
Mimo niewielkich wzmocnień czy zmian w składzie Podbeskidzie jest w rundzie rewanżowej nie do poznania. Zespół nie traci bramek, a pod względem liczby zdobytych punktów ustępuje tylko takim markom jak Legia Warszawa, Lech Poznań czy Ruch Chorzów. Wciąż nie wiadomo jednak, czy Leszek Ojrzyński nadal będzie prowadził "Górali".
- Z trenerem jesteśmy umówieni na środę. Wtedy spotkam się najpierw z prezydentem miasta, Jackiem Krywultem, a potem ze szkoleniowcem. Wiem, że ma propozycję pracy z innego klubu. Moim zadaniem będzie przekonanie go do tego, żeby dalej pracował w Podbeskidziu - mówi prezes Wojciech Borecki w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Wiadomo, że Ojrzyński ma konkretną ofertę pracy z jednego z klubów ekstraklasy. Wydawało się, że chodzi o Koronę, ale w Kielcach dobrą robotę wykonuje nowy trener Jose Rojo Martina, który najpewniej przedłuży kontrakt. Kto ewentualnie mógłby zasiąść na ławce trenerskiej bielszczan, gdyby Ojrzyński nie zdecydował się na pozostanie pod Klimczokiem?
Mówi się o Robercie Podolińskim trenerze walczącego o ekstraklasę Dolcanie Ząbki czy o Marcinie Broszu, zwolnionym niedawno z Piasta Gliwice. Ten drugi jest dobrze znany w bielskim klubie. Ekipę Podbeskidzia prowadził w latach 2007-2009, jeszcze w I lidze.
red

Klauzula informacyjna ›