Święta, święta i po świętach. W niedzielę zakończyły się Bielskie Juwenalia 2009. To były trzy studenckie dni, z których każdy wyglądał inaczej: od klapy po euforię.
W czwartek zapowiadało sie na dość poważną klapę. Choć pogoda dopisywała, studentów było na lotnisku, jak na lekarstwo. Organizatorzy liczyli na większą frekwencję. Zwłaszcza pod sceną. Tylko przy namiotach z piwem był komplet, ale w takich miejscach komplet nie jest sztuką.
Piątek, to już zupełnie inna bajka. Wszystkie autobusy jadące w stronę lotniska po godz. 17.00 były pełne młodych ludzi. Nie tylko studentów. Na miejscu można było spotkać także całe rodziny. Publiczność szczególnie dobrze przyjęła zespół "Zabili mi żółwia". Natomiast gwiazda juwenaliów była nieco spóźniona. Ale było warto czekać! Grupa IRA zachęciła do wspólnej zabawy całe lotnisko. Przy blasku księżyca wszyscy podskakiwali w radosnych pląsach i śpiewali, jak potrafią. Niektórzy nawet lewitowali, unosząc się na rękach tłumu stojącego pod sceną.
Rano juwenalia przenosiły sie na REKORD, gdzie miała miejsce ostra rywalizacja sportowa. Jak zwykle, najwięcej emocji prowokowała piłka nożna. Chłopcy grali naprawdę nieźle! Twarda gra, niejednokrotnie brutalna zarówno w słowach, jak i czynach, lecz poziom wysoki. Nawet mocny deszcz ich do sportu nie zraził...
Foto: ip |