Bielskie Błonia, to najczęściej i najchętniej odwiedzane przez mieszkańców miasta tereny rekreacyjne stolicy Podbeskidzia. Ich atutem jest doskonała lokalizacja u podnóża Koziej Góry oraz ogromna przestrzeń oddana do dyspozycji wypoczywających tam osób. Ale jest też kilka problemów.
Błonia są dobrze zagospodarowane i wciąż rozbudowywana jest tamtejsza infrastruktura służąca rekreacji, głównie dzieci i młodzieży. Na terenie Błoni działają place zabaw, boiska, jest skatepark, pole do minigolfa, punkty gastronomiczne. Okazuje się jednak, że osobom korzystającym z uroków wypoczynku na Błoniach nie wszystko się podoba.
Nocny szlaban
Pierwszy problem to, jak twierdzi jeden z naszych czytelników (nazwisko do wiadomości redakcji), solidny płot, jakim jesienią ubiegłego roku ogrodzono cały teren. Zrobiono to - jak wtedy tłumaczyło szefostwo administrującego Błoniami Bielsko-Bialskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, aby nie dopuścić do dalszego niszczenia znajdujących się tam urządzeń. Nocami cały teren był pustoszony przez dzikie zwierzęta wychodzące na żer z Cygańskiego Lasu, a także wandali, którzy urządzali tam libacje. Teraz, gdy solidny płot chroni Błonia, do sytuacji takich już nie dochodzi. Na noc bramy wiodące na tereny rekreacyjne są zamykane.
To właśnie ten płot denerwuje czytelnika. Twierdzi on, że teraz będąc na Błoniach czuje się jak w klatce. Nie można tam, tak jak dawniej, wejść do lasu czy na łąkę. - Trzeba najpierw poszukać wyjścia, a tych - jeśli już płot trzeba było wybudować - zrobiono za mało - twierdzi czytelnik.
Z opinią tą nie zgadza się zastępca szefa BBOSiR-u Rafał Fleszar. Przytacza przywoływane już wcześniej przez BBOSiR argumenty, przemawiające za koniecznością wzniesienia płotu. Zapewnia jednocześnie, że liczba bram i furtek wiodących na ogrodzony teren jest wystarczająca. - Wejścia, otwierane latem już o szóstej rano, znajdują się przy każdym z dotychczasowych ciągów pieszych, wiodących na tereny rekreacyjne - wyjaśnia Rafał Fleszar dodając, że faktycznie na skróty, tak jak dawniej, wejść czy wyjść się tam już nie da. Jednak jego zdaniem nie jest to żadne utrudnienie dla wypoczywających, a wręcz rozwiązanie takie pomaga, bo porządkuje ruch pieszych w tym rejonie. Czy jednak o to chodzi w rekreacji?
Druga z poruszanych przez osoby odwiedzające Błonia spraw, dotyczy nieczynnego od kilku lat brodzika - fontanny dla dzieci. Przez długi czas na głównym placu zabaw funkcjonowała taka atrakcja, z której chętnie korzystały maluchy chcące zażyć odrobiny ochłody. Była to płytka betonowa niecka napełniana wodą tryskającą z rury zamontowanej wewnątrz tak przygotowanego brodzika. Betonowa niecka stoi tam do dzisiaj, lecz wody nie ma w niej nawet kropli. Dlaczego?
Nieczynny brodzik
Rafał Fleszar sprawę wyjaśnia krótko: - Brodzik nakazał zamknąć sanepid. Stało się tak dlatego, że był on zasilany wodą czerpaną prosto z górskiego potoku. Nie była ona wcześniej uzdatniana, nie był też badany jej stan czystości. Zachodziła więc obawa, że może być w każdej chwili zanieczyszczona groźnymi dla zdrowia kąpiących się zarazkami. Na Błonia nie dociera natomiast miejski wodociąg, skąd można by czerpać uzdatnioną wodę do zasilania sadzawki. A nawet gdyby rurociąg dotarł na Błonia, co najprawdopodobniej w ciągu najbliższych lat się stanie, to i tak - rozwiał nadzieje na odświeżającą kąpiel Rafał Fleszar - brodzik nie zostanie ponownie uruchomiony. Powód jest ten sam. Względy sanitarne. Jest to teren otwarty, na którym pojawia się także wiele psów, które również mogą wejść do takiej otwartej sadzawki, a wtedy trudno byłoby odpowiadać za czystość wody. Prosta betonowa niecka nie jest zaopatrzona w żadne urządzenia filtrujące i uzdatniające wodę, tak jak to ma miejsce na basenach kąpielowych, także tych na otwartym powietrzu.
Za ciasny parking
Trzecim z wskazywanych przez bywalców mankamentów Błoni jest brak wystarczającej liczby miejsc parkingowych wokół terenów rekreacyjnych. W normalne dni ci, którzy na Błonia przyjeżdżają autami - a takich jest większość - mają gdzie postawić samochód. Istnieje tam dość duży parking, położony przy ulicy Czołgistów. W pogodne weekendy czy w wakacje miejsc tych jest jednak o wiele za mało w porównaniu do potrzeb, a w praktyce poza tym parkingiem nigdzie w pobliżu prawidłowo auta zaparkować się nie da. Stąd już od kilku lat pojawiają się w bielskim ratuszu pomysły rozbudowy istniejącego przy Błoniach parkingu, lecz jak na razie nie doczekały się one realizacji i trudno powiedzieć kiedy może to nastąpić. Tym bardziej, że w miejscu, w którym nowy plac postojowy był planowany, powstał bufet na świeżym powietrzu.
Rafał Fleszar przyznaje, iż faktycznie czasami miejsc parkingowych dla tych, którzy przyjeżdżają na Błonia wypoczywać brakuje, lecz rozwiązanie tego problemu nie leży po stronie BBOSiR-u, który administruje jedynie terenami rekreacyjnymi. - To sprawa Miejskiego Zarządu Dróg, który powinien pomyśleć także o remoncie drogi prowadzącej na Błonia, ponieważ jest ona w opłakanym stanie. Poza tym Rafał Fleszar zasugerował, że rozwiązaniem kwestii parkingowej mogłoby być wybudowanie parkingu przy pobliskiej Akademii Techniczno-Humanistycznej. A to dlatego, że uczelnia ta nie dysponuje parkingiem dla studentów, których spora część - zwłaszcza tych studiujących zaocznie w soboty i niedziele - przyjeżdża na wykłady samochodami, które z konieczności parkują właśnie na parkingu przy Błoniach.
Czy uwagi osób odwiedzających Błonia ktoś z decydentów weźmie sobie do serca? Czas pokaże. Nie zmienia to jednak faktu, iż nawet z tymi mankamentami jest to miejsce, które warto odwiedzić, zwłaszcza z dziećmi.
Tekst i foto: Marcin Płużek ( Kronika Beskidzka)
 |