 Jeszcze nie nadeszła wiosna, a już drogowcy liczą koszta tegorocznej zimy. Każdego dnia radiowozy bielskiej policji ruszają na wezwanie kilku kierowców, którzy uszkodzili swój pojazd na dziurawej jezdni. Z dnia na dzień takich interwencji będzie coraz więcej. Dramatyczne skutki intensywnych opadów śniegu i srogich mrozów odczuwa cała Europa w postaci spowolnienia wzrostu gospodarczego.
Polskie, w tym także bielskie ulice przypominają ser szwajcarski lub krajobraz po bitwie. Gdzie spojrzysz, tam lej po bombie. Spływający z dróg śnieg odsłania rozmiar zniszczeń. Kierowcy co roku narzekają na mniejsze lub większe dziury w nawierzchni nawet reprezentacyjnych arterii komunikacyjnych. W tym roku skarg jest jednak zdecydowanie więcej niż w latach poprzednich.
W ciągu minionych dwóch tygodni bielska policja otrzymała ponad 50 zgłoszeń od kierowców, którzy uszkodzili pojazdy na dziurawych jezdniach Bielska-Białej i powiatu bielskiego. Tylko wczoraj do południa wyjeżdżali do trzech interwencji polegających na poświadczeniu uszkodzeń samochodów, do których doszło na terenie miasta. Dwa przypadki dotyczyły ulicy Krakowskiej, a jeden - Górskiej. Na stan Krakowskiej bielscy kierowcy narzekają dziś najczęściej.
Uszkodzenie auta na dziurawej jezdni policjanci traktują jak kolizję drogową. W takich przypadkach nie mogą kierowcy odmówić wyjazdu na miejsce zdarzenia, tłumacząc się np. koniecznością interwencji przy poważnych zdarzeniach typu kryminalnego. - Przy zgłoszeniach na numer alarmowy dyżurny informuje kierowcę, że czas oczekiwania na przyjazd radiowozu może wynieść nawet godzinę - tłumaczy podkom. Elwira Jurasz z KMP w Bielsku-Białej. - Pierwszeństwo mają zgłoszenia dotyczące przestępstw i wypadków drogowych. Ale obecność policjanta przy stwierdzeniu uszkodzenia nie jest niezbędna do roszczeń o odszkodowanie.
W związku z większą niż zazwyczaj ilością uszkodzeń pojazdów na dziurawych ulicach, bielska policja uzgodniła z Miejskim Zarządem Dróg tryb załatwiania tego rodzaju spraw. Kierowca, który będzie chciał dochodzić roszczeń finansowych od zarządcy drogi, powinien w pierwszym rzędzie zadbać o dokumentację fotograficzną zdarzenia. Trzeba zrobić zdjęcia dziury, uszkodzeń pojazdu oraz miejsca, w którym doszło do kraksy. Dzięki udokumentowanej lokalizacji rejonu wypadku będzie można zidentyfikować organ odpowiedzialny za stan danej drogi. Do zdjęć wystarczy rozdzielczość zwykłego aparatu w telefonie komórkowym.
Z dokumentacją fotograficzną należy udać się do MZD, gdzie osoba poszkodowana wypełnia specjalny formularz z danymi osobowymi i opisem zdarzenia. Dobrze jest, gdy kierowca dysponuje świadectwem naocznego świadka wypadku. Opisaną w formularzu wersję weryfikuje następnie rzeczoznawca firmy ubezpieczeniowej współpracującej z MZD. Po złożeniu oświadczenia w biurze obsługi interesanta MZD, poszkodowany udaje się do ubezpieczyciela, który wydaje decyzję w sprawie szkody. Na tej podstawie wypłacane jest ewentualne odszkodowanie.
Skontaktowaliśmy się z kilkoma towarzystwami ubezpieczeniowymi. Wszystkie przestrzegają podobnych procedur przy naprawianiu szkód komunikacyjnych. Najmniejsze problemy mają właściciele polis autocasco. Takie osoby otrzymują odszkodowanie tylko na podstawie własnego opisu zdarzenia. W przypadku roszczeń wobec zarządcy drogi trzeba wykazać, że dziura w jezdni była nieoznakowana. Czasem urzędnicy próbują udowodnić, że poszkodowany nie zachował niezbędnej ostrożności za kierownicą. Zwłaszcza, gdy wypadek wydarzył się w pobliżu jego miejsca zamieszkania.
Dyrektor bielskiego MZD Wojciech Waluś poinformował nasz portal, że z tytułu uszkodzeń pojazdów na miejskich dziurach wypłacono kierowcom w tym sezonie ponad 200 tys. zł. Wiosna jeszcze nie nadeszła, a już zgłoszono blisko sto szkód. Jest ich dwa razy więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym, a będzie prawdopodobnie znacznie więcej, gdyż wielu kierowców uruchamia dopiero samochody, które zimą stały na parkingach i w garażach.
- W zależności od rodzaju zdarzenia poszkodowani otrzymują od kilkuset do kilku tysięcy złotych - twierdzi Waluś. - Najczęściej kończy się na pokrzywieniu felgi lub pękniętej oponie, lecz zdarzają się też poważne uszkodzenia podwozi.
Ilość skarg na dziury będzie rosła do czasu zakończenia planowanych remontów kilku ważnych arterii komunikacyjnych Bielska-Białej. Zanim dojdzie do rozstrzygnięcia przetargów, a później ostygnie nowy asfalt, minie kilka tygodni. Na remonty bieżące bielskich dróg po zimie przeznaczono 2 mln zł. Już w tej chwili wiadomo jednak, że kwota ta jest zbyt mała w stosunku do potrzeb. Dlatego MZD planuje, że wystąpi do prezydenta miasta o przydział dodatkowych środków.
Dyrektor Waluś zapewnia, że zwiększone wydatki na pozimowe łatanie nawierzchni ulic nie uszczuplą puli przeznaczonej na tegoroczne inwestycje drogowe w mieście. Żeby tak się stało, trzeba znaleźć dodatkowe źródła finansowania usuwania skutków zimy na drogach. Podobne problemy mają władze komunalne w całej Europie, co skutkuje m.in. wzrostem deficytu budżetowego samorządów lokalnych.
Robert Kowal |